KRZYŻ
Za 12,10-11; Ps 63,2-6.8-9; Ga 3,26-29; Łk 9,23 ; Łk 9,18-24
1. Jako wstęp do dzisiejszej Ewangelii padają słowa: „Jeśli ktoś chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje”. O co chodzi z tym zapieraniem się siebie? A także o co chodzi z tym braniem krzyża i naśladowaniem Pana Jezusa?
Krzyż kojarzy się raczej negatywnie: jest bowiem związany z cierpieniem. Gdy słyszymy słowa Pana Jezusa: „Jeśli ktoś chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój”, to mamy raczej w głowie obraz podejmowania pewnego trudu, wysiłku, cierpienia. Nie za bardzo to się nam podoba.
I słusznie! Cierpienie bowiem jest samo w sobie czymś złym. Cierpienie, choroba, śmierć są czymś złym (zob. Kongregacja Nauki Wiary, „Na temat modlitwy o uzdrowienie”). Nikt przecież tak naprawdę nie chce cierpieć, nie chce umierać. Nie pragniemy tego dla osób, które kochamy. Wręcz przeciwnie: pragniemy dla ludzi zdrowia, szczęścia, jak najmniej trudności, jak najmniej cierpienia - i są to dobre pragnienia. Tego też Pan Bóg dla nas pragnie. On zasadniczo nie chce naszego cierpienia, śmierci. To wszystko nie pochodzi od Boga. „Bóg śmierci nie uczynił” - jak mówi Księga Mądrości (1,13).
2. A zatem dlaczego z ust Jezusa, który przecież kocha nas największą miłością, padają słowa: „Jeśli ktoś chce iść za mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje”? To ostatnie wyrażenie: ”niech Mnie naśladuje” powinno zwrócić naszą uwagę. Co to bowiem znaczy naśladować Jezusa? Czyż nie oznacza to po prostu kochania każdego człowieka jak największą, bezwarunkową miłością?
Bóg bezwarunkowo kocha każdego. Naśladować Go oznacza kochać tak samo wszystkich ludzi: dobrych i złych. Sam Jezus mówi: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają. Bądźcie doskonali jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski. On bowiem jest dobry dla niewdzięcznych i złych” (Łk 6,27-36).
Naśladować Boga, naśladować Jezusa, to po prostu kochać bezwarunkowo każdego człowieka, nawet swoich wrogów. Nie musi to oznaczać, że mamy kogoś lubić - po prostu czyńmy mu dobro: gdy potrzebuje pomocy, przyjdźmy mu z pomocą; gdy potrzebuje zwrócenia uwagi, zwróćmy mu uwagę (czasem z miłości trzeba nawet na kogoś nakrzyczeć). Czyńmy dobro.
A zatem naśladować Jezusa, to po prostu kochać siebie i innych. Ale taka miłość nie jest prosta - jest bardzo trudna! Dlatego Jezus mówi: „Jeśli ktoś chce pójść za Mną, czyli jeśli ktoś chce iść Moimi śladami, niech się zaprze samego siebie”.
3. Co to znaczy? Zaprzeć się samego siebie, to zaprzeć się swoich naturalnych odruchów związanych tym, że my nie chcemy cierpieć; w sposób naturalny nie chcemy podejmować wysiłków, trudności. Nie chcemy cierpieć… - ale zobaczmy, że miłość bezwarunkowa jest związana z pewnym cierpieniem i poświęceniem.
Jeśli chcę kogoś kochać, to muszę przy nim być. A jeśli przy nim jestem, to muszę znosić jego wady. Każdy z nas ma wady, a wady ranią. A zatem jeśli chcemy kogoś kochać, to musimy być gotowi znosić jego wady - a to wyrządza nam krzywdę, cierpienie. To jest właśnie ten krzyż.
4. Bóg jest królem, ale królem, który kocha. Jest Zbawicielem, Mesjaszem, Kimś wszechpotężnym - ale jednocześnie Kimś, kto kocha; przede wszystkim kocha. Biorąc to pod uwagę, można zrozumieć dlaczego Jezus nakazał uczniom, aby nie rozgłaszali, że On jest Mesjaszem. „A wy za kogo Mnie uważacie? - zapytał Jezus uczniów. Piotr mu odpowiedział: za Mesjasza Bożego. Wtedy surowo im przykazał i napomniał ich, żeby nikomu o tym nie mówili”.
Dlaczego mieli nie mówić? Bo postać Mesjasza kojarzyła się z kimś niezwyciężonym, po ludzku wielkim, nawet może z takim despotą wymagającym bezwzględnego posłuszeństwa (tacy byli wtedy władcy). Ale Jezus, chociaż jest Królem, to nie jest taki. On jest władcą, ale we wszystkim co czyni, kocha i z miłości jest gotów poświęcić samego siebie. „Daje życie swoje za owce”. Taki jest Jezus. On nie chce władzy politycznej. Pragnie dobra innych i zrobi wszystko, aby to dobro innym czynić - nawet kosztem siebie, nawet wobec swoich nieprzyjaciół, nawet kiedy inni Go krzywdzą.
Dlatego Jezus, kiedy surowo im przykazał, żeby nikomu nie mówili, że on jest Mesjaszem, zaraz dodał: „Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć, będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie, będzie zabity”! Mówi tu o swoim krzyżu. On kocha i dlatego z miłości cierpi. Jeśli bowiem kogoś naprawdę kocham, to jestem gotów znosić jego wady i będę go kochał nawet, kiedy ten będzie zły (oczywiście są sytuacje, kiedy trzeba się bronić i ostro reagować na zadawaną nam krzywdę).
5. Tak naprawdę też taka jest droga do Nieba, bo w Niebie mogą być ci, którzy doskonale kochają; których miłość jest bezwarunkowa, a zatem którzy pragną dobra także dla swoich wrogów. Dlatego na końcu dzisiejszej Ewangelii Jezus dodaje: „Kto chce zachować swoje życie, straci je” - to znaczy: unikając cierpienia, ofiary, wysiłku człowiek może przestać się rozwijać, może przestać wzrastać w miłości. Pismo Święte jeszcze dodaje: „Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł” (Mt 16,25-26). Musimy wydoskonalać naszą miłość, bo ta miłość jest naszym biletem do Nieba.
6. W tym całym kontekście rozumiemy już I czytanie. „Będą patrzeć na tego, którego przebili, i boleć będą nad nim”. Chrystus dał się przybić do krzyża – pokazał, że tylko kocha – a ci, którzy Go przybili, widząc Jego miłość, nawrócili się.
Dlatego też Jezus przyjął krzyż i cierpienie - aby pokazać, że tylko kocha. Mówił przed swoją śmiercią: „Gdy zostanę nad ziemię wywyższony, ukrzyżowany, przyciągnę wszystkich do siebie” (przyciągnę swoją miłością). „Będą patrzeć na Mnie, którego sami przebili; będą boleć nad swoim uczynkiem - ale przez to się nawrócą, zobaczą bowiem, że Ja tylko kocham”. Pamiętajmy o tej wielkiej bezwarunkowej miłości Pana Boga i wierzmy w nią. Amen.
Krzyż kojarzy się raczej negatywnie: jest bowiem związany z cierpieniem. Gdy słyszymy słowa Pana Jezusa: „Jeśli ktoś chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój”, to mamy raczej w głowie obraz podejmowania pewnego trudu, wysiłku, cierpienia. Nie za bardzo to się nam podoba.
I słusznie! Cierpienie bowiem jest samo w sobie czymś złym. Cierpienie, choroba, śmierć są czymś złym (zob. Kongregacja Nauki Wiary, „Na temat modlitwy o uzdrowienie”). Nikt przecież tak naprawdę nie chce cierpieć, nie chce umierać. Nie pragniemy tego dla osób, które kochamy. Wręcz przeciwnie: pragniemy dla ludzi zdrowia, szczęścia, jak najmniej trudności, jak najmniej cierpienia - i są to dobre pragnienia. Tego też Pan Bóg dla nas pragnie. On zasadniczo nie chce naszego cierpienia, śmierci. To wszystko nie pochodzi od Boga. „Bóg śmierci nie uczynił” - jak mówi Księga Mądrości (1,13).
2. A zatem dlaczego z ust Jezusa, który przecież kocha nas największą miłością, padają słowa: „Jeśli ktoś chce iść za mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje”? To ostatnie wyrażenie: ”niech Mnie naśladuje” powinno zwrócić naszą uwagę. Co to bowiem znaczy naśladować Jezusa? Czyż nie oznacza to po prostu kochania każdego człowieka jak największą, bezwarunkową miłością?
Bóg bezwarunkowo kocha każdego. Naśladować Go oznacza kochać tak samo wszystkich ludzi: dobrych i złych. Sam Jezus mówi: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają. Bądźcie doskonali jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski. On bowiem jest dobry dla niewdzięcznych i złych” (Łk 6,27-36).
Naśladować Boga, naśladować Jezusa, to po prostu kochać bezwarunkowo każdego człowieka, nawet swoich wrogów. Nie musi to oznaczać, że mamy kogoś lubić - po prostu czyńmy mu dobro: gdy potrzebuje pomocy, przyjdźmy mu z pomocą; gdy potrzebuje zwrócenia uwagi, zwróćmy mu uwagę (czasem z miłości trzeba nawet na kogoś nakrzyczeć). Czyńmy dobro.
A zatem naśladować Jezusa, to po prostu kochać siebie i innych. Ale taka miłość nie jest prosta - jest bardzo trudna! Dlatego Jezus mówi: „Jeśli ktoś chce pójść za Mną, czyli jeśli ktoś chce iść Moimi śladami, niech się zaprze samego siebie”.
3. Co to znaczy? Zaprzeć się samego siebie, to zaprzeć się swoich naturalnych odruchów związanych tym, że my nie chcemy cierpieć; w sposób naturalny nie chcemy podejmować wysiłków, trudności. Nie chcemy cierpieć… - ale zobaczmy, że miłość bezwarunkowa jest związana z pewnym cierpieniem i poświęceniem.
Jeśli chcę kogoś kochać, to muszę przy nim być. A jeśli przy nim jestem, to muszę znosić jego wady. Każdy z nas ma wady, a wady ranią. A zatem jeśli chcemy kogoś kochać, to musimy być gotowi znosić jego wady - a to wyrządza nam krzywdę, cierpienie. To jest właśnie ten krzyż.
4. Bóg jest królem, ale królem, który kocha. Jest Zbawicielem, Mesjaszem, Kimś wszechpotężnym - ale jednocześnie Kimś, kto kocha; przede wszystkim kocha. Biorąc to pod uwagę, można zrozumieć dlaczego Jezus nakazał uczniom, aby nie rozgłaszali, że On jest Mesjaszem. „A wy za kogo Mnie uważacie? - zapytał Jezus uczniów. Piotr mu odpowiedział: za Mesjasza Bożego. Wtedy surowo im przykazał i napomniał ich, żeby nikomu o tym nie mówili”.
Dlaczego mieli nie mówić? Bo postać Mesjasza kojarzyła się z kimś niezwyciężonym, po ludzku wielkim, nawet może z takim despotą wymagającym bezwzględnego posłuszeństwa (tacy byli wtedy władcy). Ale Jezus, chociaż jest Królem, to nie jest taki. On jest władcą, ale we wszystkim co czyni, kocha i z miłości jest gotów poświęcić samego siebie. „Daje życie swoje za owce”. Taki jest Jezus. On nie chce władzy politycznej. Pragnie dobra innych i zrobi wszystko, aby to dobro innym czynić - nawet kosztem siebie, nawet wobec swoich nieprzyjaciół, nawet kiedy inni Go krzywdzą.
Dlatego Jezus, kiedy surowo im przykazał, żeby nikomu nie mówili, że on jest Mesjaszem, zaraz dodał: „Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć, będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie, będzie zabity”! Mówi tu o swoim krzyżu. On kocha i dlatego z miłości cierpi. Jeśli bowiem kogoś naprawdę kocham, to jestem gotów znosić jego wady i będę go kochał nawet, kiedy ten będzie zły (oczywiście są sytuacje, kiedy trzeba się bronić i ostro reagować na zadawaną nam krzywdę).
5. Tak naprawdę też taka jest droga do Nieba, bo w Niebie mogą być ci, którzy doskonale kochają; których miłość jest bezwarunkowa, a zatem którzy pragną dobra także dla swoich wrogów. Dlatego na końcu dzisiejszej Ewangelii Jezus dodaje: „Kto chce zachować swoje życie, straci je” - to znaczy: unikając cierpienia, ofiary, wysiłku człowiek może przestać się rozwijać, może przestać wzrastać w miłości. Pismo Święte jeszcze dodaje: „Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł” (Mt 16,25-26). Musimy wydoskonalać naszą miłość, bo ta miłość jest naszym biletem do Nieba.
6. W tym całym kontekście rozumiemy już I czytanie. „Będą patrzeć na tego, którego przebili, i boleć będą nad nim”. Chrystus dał się przybić do krzyża – pokazał, że tylko kocha – a ci, którzy Go przybili, widząc Jego miłość, nawrócili się.
Dlatego też Jezus przyjął krzyż i cierpienie - aby pokazać, że tylko kocha. Mówił przed swoją śmiercią: „Gdy zostanę nad ziemię wywyższony, ukrzyżowany, przyciągnę wszystkich do siebie” (przyciągnę swoją miłością). „Będą patrzeć na Mnie, którego sami przebili; będą boleć nad swoim uczynkiem - ale przez to się nawrócą, zobaczą bowiem, że Ja tylko kocham”. Pamiętajmy o tej wielkiej bezwarunkowej miłości Pana Boga i wierzmy w nią. Amen.
Przeczytaj Słowo Boże: