niedziela, 23 czerwca 2013

23.VI, ND - homilia na niedzielę - krzyż

KRZYŻ

Za 12,10-11; Ps 63,2-6.8-9; Ga 3,26-29; Łk 9,23 ; Łk 9,18-24

1. Jako wstęp do dzisiejszej Ewangelii padają słowa: „Jeśli ktoś chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje”. O co chodzi z tym zapieraniem się siebie? A także o co chodzi z tym braniem krzyża i naśladowaniem Pana Jezusa?
Krzyż kojarzy się raczej negatywnie: jest bowiem związany z cierpieniem. Gdy słyszymy słowa Pana Jezusa: „Jeśli ktoś chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój”, to mamy raczej w głowie obraz podejmowania pewnego trudu, wysiłku, cierpienia. Nie za bardzo to się nam podoba.

I słusznie! Cierpienie bowiem jest samo w sobie czymś złym. Cierpienie, choroba, śmierć są czymś złym (zob. Kongregacja Nauki Wiary, „Na temat modlitwy o uzdrowienie”). Nikt przecież tak naprawdę nie chce cierpieć, nie chce umierać. Nie pragniemy tego dla osób, które kochamy. Wręcz przeciwnie: pragniemy dla ludzi zdrowia, szczęścia, jak najmniej trudności, jak najmniej cierpienia - i są to dobre pragnienia. Tego też Pan Bóg dla nas pragnie. On zasadniczo nie chce naszego cierpienia, śmierci. To wszystko nie pochodzi od Boga. „Bóg śmierci nie uczynił” - jak mówi Księga Mądrości (1,13).

2. A zatem dlaczego z ust Jezusa, który przecież kocha nas największą miłością, padają słowa: „Jeśli ktoś chce iść za mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje”? To ostatnie wyrażenie: ”niech Mnie naśladuje” powinno zwrócić naszą uwagę. Co to bowiem znaczy naśladować Jezusa? Czyż nie oznacza to po prostu kochania każdego człowieka jak największą, bezwarunkową miłością?

Bóg bezwarunkowo kocha każdego. Naśladować Go oznacza kochać tak samo wszystkich ludzi: dobrych i złych. Sam Jezus mówi: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają. Bądźcie doskonali jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski. On bowiem jest dobry dla niewdzięcznych i złych” (Łk  6,27-36).
Naśladować Boga, naśladować Jezusa, to po prostu kochać bezwarunkowo każdego człowieka, nawet swoich wrogów. Nie musi to oznaczać, że mamy kogoś lubić - po prostu czyńmy mu dobro: gdy potrzebuje pomocy, przyjdźmy mu z pomocą; gdy potrzebuje zwrócenia uwagi, zwróćmy mu uwagę (czasem z miłości trzeba nawet na kogoś nakrzyczeć). Czyńmy dobro.
A zatem naśladować Jezusa, to po prostu kochać siebie i innych. Ale taka miłość nie jest prosta - jest bardzo trudna! Dlatego Jezus mówi: „Jeśli ktoś chce pójść za Mną, czyli jeśli ktoś chce iść Moimi śladami, niech się zaprze samego siebie”.

3. Co to znaczy? Zaprzeć się samego siebie, to zaprzeć się swoich naturalnych odruchów związanych tym, że my nie chcemy cierpieć; w sposób naturalny nie chcemy podejmować wysiłków, trudności. Nie chcemy cierpieć… - ale zobaczmy, że miłość bezwarunkowa jest związana z pewnym cierpieniem i poświęceniem.
Jeśli chcę kogoś kochać, to muszę przy nim być. A jeśli przy nim jestem, to muszę znosić jego wady. Każdy z nas ma wady, a wady ranią. A zatem jeśli chcemy kogoś kochać, to musimy być gotowi znosić jego wady - a to wyrządza nam krzywdę, cierpienie. To jest właśnie ten krzyż.

4. Bóg jest królem, ale królem, który kocha. Jest Zbawicielem, Mesjaszem, Kimś wszechpotężnym - ale jednocześnie Kimś, kto kocha; przede wszystkim kocha. Biorąc to pod uwagę, można zrozumieć dlaczego Jezus nakazał uczniom, aby nie rozgłaszali, że On jest Mesjaszem. „A wy za kogo Mnie uważacie? - zapytał Jezus uczniów. Piotr mu odpowiedział: za Mesjasza Bożego. Wtedy surowo im przykazał i napomniał ich, żeby nikomu o tym nie mówili”.

Dlaczego mieli nie mówić? Bo postać Mesjasza kojarzyła się z kimś niezwyciężonym, po ludzku wielkim, nawet może z takim despotą wymagającym bezwzględnego posłuszeństwa (tacy byli wtedy władcy). Ale Jezus, chociaż jest Królem, to nie jest taki. On jest władcą, ale we wszystkim co czyni, kocha i z miłości jest gotów poświęcić samego siebie. „Daje życie swoje za owce”. Taki jest Jezus. On nie chce władzy politycznej. Pragnie dobra innych i zrobi wszystko, aby to dobro innym czynić - nawet kosztem siebie, nawet wobec swoich nieprzyjaciół, nawet kiedy inni Go krzywdzą.

Dlatego Jezus, kiedy surowo im przykazał, żeby nikomu nie mówili, że on jest Mesjaszem, zaraz dodał: „Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć, będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie, będzie zabity”! Mówi tu o swoim krzyżu. On kocha i dlatego z miłości cierpi. Jeśli bowiem kogoś naprawdę kocham, to jestem gotów znosić jego wady i będę go kochał nawet, kiedy ten będzie zły (oczywiście są sytuacje, kiedy trzeba się bronić i ostro reagować na zadawaną nam krzywdę).

5. Tak naprawdę też taka jest droga do Nieba, bo w Niebie mogą być ci, którzy doskonale kochają; których miłość jest bezwarunkowa, a zatem którzy pragną dobra także dla swoich wrogów. Dlatego na końcu dzisiejszej Ewangelii Jezus dodaje: „Kto chce zachować swoje życie, straci je” - to znaczy: unikając cierpienia, ofiary, wysiłku człowiek może przestać się rozwijać, może przestać wzrastać w miłości. Pismo Święte jeszcze dodaje: „Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł” (Mt 16,25-26). Musimy wydoskonalać naszą miłość, bo ta miłość jest naszym biletem do Nieba.

6. W tym całym kontekście rozumiemy już I czytanie. „Będą patrzeć na tego, którego przebili, i boleć będą nad nim”. Chrystus dał się przybić do krzyża – pokazał, że tylko kocha – a ci, którzy Go przybili, widząc Jego miłość, nawrócili się.
Dlatego też Jezus przyjął krzyż i cierpienie - aby pokazać, że tylko kocha. Mówił przed swoją śmiercią: „Gdy zostanę nad ziemię wywyższony, ukrzyżowany, przyciągnę wszystkich do siebie” (przyciągnę swoją miłością). „Będą patrzeć na Mnie, którego sami przebili; będą boleć nad swoim uczynkiem - ale przez to się nawrócą, zobaczą bowiem, że Ja tylko kocham”. Pamiętajmy o tej wielkiej bezwarunkowej miłości Pana Boga i wierzmy w nią. Amen.

Przeczytaj Słowo Boże:

wtorek, 18 czerwca 2013

18.VI, WT - Bóg kocha wszystkich

BÓG KOCHA WSZYSTKICH

2 Kor 8,1-9; Ps 146,1-2.5-9; J 13,34; Mt 5,43-48

Dzisiejsza Ewangelia mówi o tym, żeby być dobrym dla wszystkich: dla dobrych, ale też dla złych. Tak bowiem kocha Bóg: „On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych”. Jest dobry dla wszystkich. „Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski.”

Wszystko to należy dziś odczytać w kontekście pierwszego czytania. Św. Paweł podaje za wzór Kościoły Macedonii, które pomimo swego ubóstwa i ucisku okazały się bogate i pełne radości. Pisze: „Byli gotowi [pomagać], nalegając na nas bardzo i prosząc o łaskę współdziałania w posłudze na rzecz świętych. I nie tylko tak było, jakeśmy się spodziewali, lecz ofiarowali siebie samych najprzód Panu, a potem nam przez wolę Bożą.” Kościoły Macedońskie pomimo własnych braków zaoferowały pomoc innym Kościołom.  

Jak to możliwe, że wspólnoty te „w dotkliwej próbie ucisku uradowały się bardzo i skrajne ich ubóstwo zajaśniało bogactwem”? Odpowiada nam Paweł: „Znacie przecież łaskę Pana naszego Jezusa Chrystusa, który będąc bogaty, dla nas stał się ubogim, aby nas ubóstwem swoim ubogacić”. Należałoby na to popatrzeć w kontekście słów Jezusa: „Szczęśliwi ubodzy w duchu, bo do nich należy królestwo niebieskie” (Mt 5,3). Jeśli jestem „u-Boga” (ubogi), to jestem
Boga-ty; jeśli pokładam nadzieję w Bogu w swoich brakach, jakiekolwiek by one nie były (materialne, moralne czy duchowe), to Bóg przychodzi mi z konkretną pomocą. Sam Jezus, doskonale ubogi w duchu, zaświadcza o prawdziwości tego błogosławieństwa. A wiemy z dzisiejszej Ewangelii, że Bóg jest dobry dla wszystkich – kocha dobrych i złych.

Dlatego możemy śpiewać: „Przez całe życie będę chwalił Pana”.
Szczęśliwy ten, kogo wspiera Bóg Jakuba, *
kto pokłada nadzieję w Panu Bogu.
On wiary dochowuje na wieki, *
uciśnionym wymierza sprawiedliwość,
chlebem karmi głodnych, *
wypuszcza na wolność więźniów.
Pan przywraca wzrok ociemniałym, *
Pan dźwiga poniżonych,
Pan strzeże przybyszów.

Przeczytaj Słowo Boże:

poniedziałek, 10 czerwca 2013

10.VI, PN - dobroć Boża


DOBROĆ BOŻA

2 Kor 1,1-7; Ps 34,2-9; Mt 5,12a; Mt 5,1-12

„Wszyscy zobaczcie, jak nasz Pan jest dobry”. Taki jest refren dzisiejszego psalmu. Jest to piękny tekst, który mówi, że wszyscy, którzy tylko chcą, mogą zobaczyć jak Pan Bóg jest dobry. Psalmista daje świadectwo ze swojego życia: „Szukałem pomocy u Pana, a On mnie wysłuchał i wyzwolił od wszelkiej trwogi”.

Św. Paweł w I czytaniu mówi, że Bóg jest Bogiem wszelkiej pociechy, każdej pociechy. Wychwala Go słowami: „Błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec miłosierdzia, Ten, który nas pociesza w każdym naszym utrapieniu”. Po wysłuchaniu I czytania cisną się na usta słowa: „Chwała Panu! Bogu niech będą dzięki!” On zawsze daje nam pociechę; nigdy nie zostawia nas samych w obliczu trudności. Dlatego św. Paweł może rozpocząć list do Koryntian (I czytanie) słowami: „Łaska wam i pokój od Boga”. „Wszyscy zobaczcie, jak nasz Pan jest dobry”.

Żyjemy w świecie, w którym doświadczamy i będziemy doświadczać zła - nie z Bożej winy. Jednak „jak obfitują w nas cierpienia, tak też wielkiej doznajemy przez Chrystusa pociechy”. Słowa św. Pawła potwierdza Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii: „Szczęśliwi, którzy płaczą, albowiem oni będą pocieszeni. Szczęśliwi cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię. Szczęśliwi, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. Szczęśliwi czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą. Szczęśliwi, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi. Szczęśliwi, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Szczęśliwi jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy mówią kłamliwie wszystko złe na was z mego powodu. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie”. Szczęśliwi jesteśmy, bo Bóg pociesza nas w każdym naszym utrapieniu. Chwała Panu!

Przeczytaj Słowo Boże:

niedziela, 9 czerwca 2013

9.VI, ND - homilia na 10 niedzielę zwykłą rok C


HOMILIA NA 10 NIEDZIELĘ ZWYKŁĄ

1 Krl 17,17-24; Ps 30,2-6b.11-12a.13b; Ga 1,11-19; Łk 7,11-17

1. „Oświadczam wam bracia, że głoszona przeze mnie Ewangelia nie jest wymysłem ludzkim” - tymi słowami chciałbym rozpocząć tę dzisiejszą homilię. Te słowa św. Pawła z dzisiejszego II czytania są ważnym stwierdzeniem. Wiemy bowiem, że I czytanie i Ewangelia mówią o cudach, w które trudno jest uwierzyć; trudno jest przyjąć, że się wydarzyły. Jeżeli myślimy tylko po ludzku, to naprawdę te wydarzenia nie mogły mieć miejsca. Jednak jeśli myślimy także po Bożemu, to znaczy bierzemy pod uwagę, że dla Boga nie ma nic niemożliwego, to wtedy pojawia się w naszych umysłach to światełko, że jednak te wydarzenia miały miejsce. A są to wydarzenia szczególnie niezwykłe, bo dotyczące wskrzeszania ludzi zmarłych.

Cuda te napawają nas nadzieją i pociechą. Widzimy, że faktycznie dla Boga nie ma nic niemożliwego. Możemy więc zwracać się do Niego, pokładać w Nim nadzieję we wszystkich naszych potrzebach i pragnieniach.

2. Moi drodzy! Kiedy Chrystus wskrzesił zmarłego młodzieńca z Nain, to wszyscy, którzy tam byli, wielbili Boga i mówili: „Bóg łaskawie nawiedził lud swój!” Chodzi o to, że te słowa ciągle są aktualne. Na początku tej Eucharystii pozdrowiłem wszystkich słowami: „Pan z wami!” Także zanim przeczytałem Ewangelię, to wypowiedziałem słowa: „Pan z wami!”. Usłyszymy je jeszcze przed momentem konsekracji, kiedy to Jezus stanie się obecny cieleśnie wśród nas pod postaciami chleba i wina, a także usłyszymy je na końcu Mszy św. przed błogosławieństwem. Słowa „Pan z wami!” mają nam uświadomić, że Chrystus ciągle jest z nami. Jeśli tak, to te same lub podobne cuda jakich dokonywał, może dokonywać także i dziś. Jest to wielce pocieszająca wiadomość. Dlatego słowo „Ewangelia” oznacza dosłownie Dobrą Nowinę.

3. „Bóg nawiedził lud swój!” Taka jest istota dzisiejszych czytań. „Po pewnych wydarzeniach zachorował syn kobiety, będącej głową rodziny. Niebawem jego choroba tak bardzo się wzmogła, że przestał oddychać. Wówczas powiedziała ona Eliaszowi: „Czego ty, mężu Boży, chcesz ode mnie? Czy po to przyszedłeś do mnie, aby mi przypomnieć moją winę i przyprawić o śmierć mego syna?” Na to Eliasz jej odpowiedział: „Daj mi twego syna”. Następnie wziąwszy go z jej łona, zaniósł go do górnej izby, gdzie sam mieszkał. Potem wzywając Pana rzekł: „O Panie, Boże mój! Czy nawet na wdowę, u której zamieszkałem, sprowadzasz nieszczęście, dopuszczając śmierć jej syna?”

Różne są koleje naszego życia: raz jest dobrze, a raz jest źle. Różne są powody, dla których Pan Bóg dopuszcza na nas zło. Bóg nie czyni zła (zło nie pochodzi od Boga) - ale Bóg może je dopuszczać. Czasem Bóg dopuszcza zło w naszym życiu, aby nas do siebie przybliżyć. Podobnie było w życiu tej kobiety z I czytania, u której mieszkał Eliasz. Kobieta ta doświadczyła swojej bezradności, a następnie zapewne prosiła o pomoc Boga. Sytuacja była dla niej bardzo ciężka; nie widziała z niej wyjścia. A jednak okazało się, że Bóg jej pomógł. To doświadczenie własnej bezradności i jednocześnie pomocy Boga otworzyło jej oczy. „Eliasz rzekł: Patrz, syn twój żyje! A wtedy kobieta powiedziała do Eliasza: Teraz już wiem, że naprawdę jesteś mężem Bożym i słowo Boże w twoich ustach jest prawdą”.

4. Doświadczenie cudu czy też pomocy Bożej w trudnej sprawie pomaga człowiekowi zrozumieć, że jest Bóg, na którego można liczyć; powiększa naszą wiarę. Czasem Bogu właśnie o to chodzi, abyśmy przybliżyli się do Niego; abyśmy Go dostrzegli; dostrzegli, że On jest. 

Dlatego wołajmy do Niego we wszystkich naszych sprawach i potrzebach. Owszem, nie zawsze wysłucha nas tak jak byśmy chcieli, ale wołajmy do Niego i prośmy Go. Dla Niego nie ma nic niemożliwego. Może pragnie, aby nasza wiara, gdy nas wysłucha, wzrosła. Może pragnie, abyśmy Go w końcu dostrzegli; aby otworzyły się nam oczy i abyśmy radowali się. Może pragnie, abyśmy doświadczając cudu, zmienili całkiem swoje życie, nawrócili się - podobnie jak ta kobieta z I czytania, która po wskrzeszeniu jej syna powiedziała: „Teraz już wiem, że naprawdę jesteś mężem Bożym, a słowo Boże, które głosisz, jest prawdą!”.

5. Bóg pragnie, aby naprawdę naszymi stały się słowa, które śpiewaliśmy jako refren dzisiejszego psalmu: „Sławię Cię, Panie, bo mnie wybawiłeś”. I dalsze:

Sławię Cię, Panie, bo mnie wybawiłeś
i nie pozwoliłeś mym wrogom naśmiewać się ze mnie.
Panie, Boże mój, do Ciebie wołałem, a Tyś mnie uzdrowił,
Panie, mój Boże, z krainy umarłych wywołałeś moją duszę
i ocaliłeś mi życie spośród schodzących do grobu.

Śpiewajcie psalm wszyscy miłujący Pana
i pamiętajcie o Jego świętości.
Gniew Jego bowiem trwa tylko przez chwilę,
a Jego łaska przez całe życie.

Wysłuchaj mnie, Panie, zmiłuj się nade mną,
Panie, bądź moją pomocą.
Zamieniłeś w taniec mój żałobny lament.
Boże mój i Panie, będę Cię sławił na wieki.

6. Bóg pragnie nam pomagać w każdej sytuacji, bo nas kocha. Pragnie, byśmy uciekali się do Niego we wszystkich naszych potrzebach i pragnieniach. Dlatego kazał namalować św. Faustynie obraz z podpisem „Jezu, ufam Tobie!”. Chce nam pomagać - prośmy Go zatem we wszystkim. Może nie zawsze wysłucha tak, jak byśmy chcieli, ale zawsze przychodzi z konkretną pomocą.

7. Już kończąc: Ktoś mógłby sobie pomyśleć: „Fajnie byłoby mieć u siebie takiego proroka Eliasza lub kogoś podobnego do niego”. Mieszkałby z nami tak jak u tej kobiety z I czytania. Skoro wskrzesił jej syna, to mógłby i nam przyjść w wielu sprawach z pomocą.

Przypomnijmy sobie jednak słowa z dzisiejszej Ewangelii, kiedy Jezus wskrzesił młodzieńca z Nain. Ludzie wielbili Boga i mówili: „Bóg łaskawie nawiedził lud swój”. Zauważmy to, że Eliasz był tylko człowiekiem, był tylko w jednym miejscu, żył i umarł.

A Jezus? Był 2000 lat temu w Nain, a teraz ten Bóg i zarazem Człowiek jest między nami, co przypominają słowa wypowiadane aż 4 razy podczas Mszy św., czyli słowa: „Pan z wami!”. Ten Jezus mieszka wśród nas. Jest obecny cieleśnie w każdym kościele pod postacią chleba. Spotkamy się z Nim bardzo blisko w Komunii Świętej. Prośmy Go zatem o wszystko i radujmy się Jego pomocą. Amen.

Przeczytaj Słowo Boże:

czwartek, 30 maja 2013

30.V, CZW - Boże Ciało

HOMILIA NA BOŻE CIAŁO

Rdz 14,18-20; Ps 110, 1-4; 1 Kor 11,23-26; J 6,51; Łk 9,11b-17

1. Uroczystość Bożego Ciała, czyli świętowanie cielesnej obecności Chrystusa wśród nas. Chcemy zamanifestować tę obecność, cieszyć się nią i dać świadectwo całemu światu.

Na każdej Mszy św. jest uobecniana Ostatnia Wieczerza. Ksiądz wypowiada te same słowa, które wypowiedział Chrystus (słyszeliśmy o nich w II czytaniu). Kapłan składa ręce nad darami chleba i wina, przyzywa Ducha Świętego i Jego mocą te dary stają się prawdziwym Ciałem Chrystusa, tzn. pod postaciami chleba i wina staje się cieleśnie obecny Chrystus.

Co to dla nas oznacza? Bo przecież idąc w procesji, czy też przychodząc na to dzisiejsze święto do kościoła, wyrażamy naszą radość z tej obecności Chrystusa wśród nas. A czy rzeczywiście radujemy się tak jak powinniśmy? Czy wiemy, z czego konkretnie powinniśmy się radować? Podpowiada nam dzisiejsza Ewangelia i inne Ewangelie, które są czytane w trakcie procesji.

2. Św. Łukasz opisuje, jak to Jezus dokonał rozmnożenia chleba i ryb. Miał On tylko 5 chlebów i 2 ryby. Rozmnożył to i nakarmił do sytości ponad 5000 ludzi. Zebrano jeszcze 12 koszów ułomków. Wiemy z Pisma Św., że były dwa tak wielkie rozmnożenia jedzenia, których dokonał Chrystus. O drugim rozmnożeniu wspomina dzisiaj Ewangelia czytana przy drugim ołtarzu w czasie procesji, kiedy to 7 chlebami Chrystus nakarmił około 4000 ludzi. A my często martwimy się: co będziemy jeść? co będziemy pić? czy starczy nam pieniędzy? czy uda się to, na czym nam bardzo zależy? Chociaż wiemy o tym, że Jezus jest wszechmogący i że nas kocha, to czasem (a nawet często) zamartwiamy się…  

Podobne zmartwienia były również udziałem samych uczniów Chrystusa (pomimo różnych cudownych doświadczeń). Choć widzieli Go rozmnażającego chleb, dokonującego tylu cudów, to jednak w sytuacjach kryzysowych trudno im było Mu zaufać; krucho było z ich wiarą.

Wiemy z Pisma Św., że niedługo po tych wydarzeniach rozmnożenia chleba uczniowie wraz z Jezusem płynęli łodzią po jeziorze. Mówi Pismo Św., że zapomnieli zabrać chlebów i tylko jeden mieli ze sobą w łodzi. Dyskutowali, że mają mało chleba; że może go im zabraknąć. „Jezus to spostrzegł i powiedział: dlaczego martwicie się, że nie macie chleba? Jeszcze nie rozumiecie i nie pojmujecie? Czy aż tak zatwardziałe są wasze serca i umysły? Macie oczy, a nie widzicie. Macie uszy, a nie słyszycie. Nie pamiętacie, ile zebraliście koszy pełnych ułomków, gdy podzieliłem 5 chlebów dla 5000? Odpowiedzieli: 12. A kiedy podzieliłem 7 chlebów dla 4000, ile zebraliście dużych koszy pełnych okruchów? Odpowiedzieli: 7 koszy. I zapytał: jeszcze nie rozumiecie?” (Mk 8,16-21). „Jeszcze martwicie się, że nie macie chleba?”

A czy my to rozumiemy? Czy wiemy, że ten Jezus, który jest obecny cieleśnie wśród nas (podobnie jak był obecny 2000 lat temu) - że ten Jezus tak samo może dzisiaj rozmnożyć chleb? że może w cudowny sposób albo po prostu w zwykły sposób zaradzić jakiemukolwiek naszemu problemowi? Jest zatem z czego się radować, świętując obecność wśród nas Chrystusa.

3. Dzisiejsza Ewangelia wskazuje nam także inne powody do radości: „Jezus opowiadał rzeszom o Królestwie Bożym, a tych, którzy leczenia potrzebowali, uzdrowił”. Ileż to razy słyszeliśmy w Piśmie Św. o uzdrowieniach, cudownych uzdrowieniach, dokonywanych przez Pana Jezusa: z rozmaitych chorób, słabości, dolegliwości, bólów. Często wystarczało samo dotknięcie Chrystusa, aby ktoś został uzdrowiony - jak choćby w tej historii o kobiecie cierpiącej na krwotoki. Nikt nie potrafił jej pomóc. Pomyślała wtedy, że pójdzie do Jezusa i mówiła sobie: „Choćbym się tylko Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa” (Mk 5,25-34). Dotknęła się Go z wiarą i od razu poczuła, że jest uzdrowiona ze swej dolegliwości. A Chrystus jej rzekł: „Jesteś uzdrowiona, boś uwierzyła, że Ja mogę to uczynić”. A przecież my dotykamy Chrystusa w Komunii Św. (czasem nawet codziennie). Czy wierzysz zatem, że Jezus może ci pomóc?

4. Jeszcze jeden fragment Ewangelii, który często czytany jest przy okazji uroczystości Najświętszego Ciała Jezusa - fragment o uczniach idących do Emaus (Łk 24,13-25). Szli oni smutni, nie rozumieli wielu rzeczy, nie pojmowali, wiele spraw wydawało się im bez sensu. Chrystus przyłączył się do nich i zapytał: „Co to za rozmowy prowadzicie ze sobą?” A następnie WSZYSTKO IM WYJAŚNIŁ. My też często potrzebujemy takiego wyjaśnienia; nie rozumiemy wielu rzeczy: czemu ktoś umarł? czemu cierpię? czemu mój bliski cierpi? czemu zdarzył się taki a taki wypadek? czemu jest tak i tak? Nie rozumiemy wielu rzeczy podobnie jak ci uczniowie, którzy nie rozumieli, dlaczego Jezus cierpiał i umarł. Wydawało się im, że ich na zawsze zostawił, a przecież oni spodziewali się po Nim zupełnie czegoś innego. Chrystus jednak spotkał się z nimi i wszystko im wyjaśnił.

My przychodzimy do kościoła spotkać się z Chrystusem. Możemy Go pytać o wszystko, a On odpowiada nam w naszym sumieniu (tylko trzeba umieć Go słuchać).

5. A zatem dzisiaj, świętując obecność Jezusa wśród nas, pamiętajmy o tym, co może nam dać (i co już nam dał). Pamiętajmy o tym i prośmy Go o wszystko. Chrystus powiedział św. Faustynie: „Łaski z mojego miłosierdzia czerpie się jednym naczyniem, a nim jest – ufność. Im dusza więcej zaufa, tym więcej otrzyma. Wielką mi są pociechą dusze o bezgranicznej ufności, bo w takie dusze przelewam wszystkie skarby swych łask. Cieszę się, że żądają wiele, bo moim pragnieniem jest dawać wiele, i to bardzo wiele. Smucę się natomiast, jeżeli dusze żądają mało, zacieśniają swe serca” (Dzienniczek nr 1578). Pamiętajmy o tym!

Przeczytaj Słowo Boże:

niedziela, 28 kwietnia 2013

28.IV, ND - homilia na V niedzielę wielkanocną, rok C

HOMILIA 
NA V NIEDZIELĘ WIELKANOCNĄ

Dz 14,21-27; Ps 145,8-13; Ap 21,1-5a; J 13,34; J 13,31-33a.34-35

1. W jednej z Ewangelii (Ewangelii według św. Mateusza) czytamy: „Jezus obchodził całą Galileę, nauczając w synagogach, głosząc Dobrą Nowinę o Królestwie Bożym i lecząc wszelkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu. Przynoszono więc do Niego wszystkich chorych, których dręczyły różne bóle i cierpienia, opętanych i sparaliżowanych, a On ich uzdrawiał” (Mt 4,23). Uzdrowienia, jakich dokonuje Jezus, są znakiem Jego Królestwa, Królestwa Bożego. W innym miejscu Jezus mówi: „Jeśli Ja palcem Bożym wyrzucam złe duchy, to istotnie przyszło już do was Królestwo Boże” (Łk 11,20). A kiedy Chrystus posyła swoich uczniów, to mówi im: „Idźcie i głoście: Bliskie już jest Królestwo Boże! Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy!” (Mt 10,5) „Uzdrawiajcie chorych i mówcie im: Przybliżyło się do was Królestwo Boże!” (Łk 10,9)

Fajnie być w takim królestwie (gdzie doświadczamy różnych cudów, uzdrowień, Bożych interwencji). Zauważcie, że my w tym Królestwie jesteśmy, bo przychodzimy do Chrystusa, spotykamy się z Nim - i to tak samo jak apostołowie, kiedy Chrystus chodził po ziemi, bo przecież w Komunii Św. pod postaciami chleba i wina jest obecny cieleśnie Jezus (nie duchowo czy symbolicznie, ale cieleśnie jest obecny). Stąd możemy Go prosić o wszystko tak samo jak ludzie 2000 lat temu, którzy, jak czytamy w Ewangelii Mateusza, „przynosili do Niego wszystkich chorych, których dręczyły różne bóle i cierpienia, opętanych i sparaliżowanych, a On ich uzdrawiał” (Mt 4,24).

2. Wiemy jednak, że nie ze wszystkiego zła nas Pan Bóg wyzwoli (musiałby od razu przenieść nas do raju czy do Nieba). Póki żyjemy na tym świecie, będziemy doświadczać zła i cierpienia. Skoro sam Jezus, który jest Bogiem, na ziemi doświadczał cierpienia i umarł, oznacza to, że nie ma dla nas innej drogi. Póki żyjemy, będziemy doświadczać zła i cierpienia. Jeśli Bóg chciałby rozwiązać ten problem, to pewnie musiałby wszystkim ludziom pozabierać wolność, aby nie mogli krzywdzić samych siebie i innych. Będziemy doświadczać zła i cierpienia.

3. Bóg jednak nie pozostawia nas samym sobie - wręcz przeciwnie: pomaga nam, ratuje nas, jest przy nas w różnych trudnościach, przychodzi nam z konkretną pomocą. Jest wszechmogący: może uzdrowić, dokonać cudu - możemy na to liczyć tak jak liczyli na to ludzie przychodzący do Jezusa 2000 lat temu. Nie wszystko jednak będzie nam dane.

Już jesteśmy w Królestwie Bożym; to Królestwo już jest wśród nas (Łk 17,21). Ale jego pełnia będzie dopiero potem, po naszej śmierci, w Niebie. Już jesteśmy blisko Chrystusa (chociażby uczestnicząc w tej Mszy św.); już możemy doświadczać Jego szczególnej pomocy, ale pełnia Królestwa Bożego będzie dopiero w Niebie. Mówi o tym dzisiejsze I czytanie z Dziejów Apostolskich: „że przez wiele ucisków trzeba nam wejść do Królestwa Bożego (do jego pełni)”.  Słyszeliśmy w I czytaniu jak to apostołowie opowiedzieli, „jak wiele Bóg przez nich zdziałał (ile zdziałał cudów, uzdrowień, egzorcyzmów - wiemy o tym z całej księgi Dziejów Apostolskich), ale jednak pomimo tych dokonywanych cudów apostołowie zachęcali wszystkich: „do wytrwania w wierze, bo przez wiele ucisków trzeba nam wejść do Królestwa Bożego (do jego pełni)”. Dopiero w Niebie, jak pisze Jan Apostoł w swojej Apokalipsie (a co słyszeliśmy w II czytaniu), „Bóg otrze z naszych oczu wszelką łzę, i śmierci nie będzie, ani krzyku ani trudu, ani cierpienia” - dopiero tam w ogóle tego nie będzie.

4. Póki żyjemy, będziemy doświadczać zła i cierpienia… Jak zatem odnajdywać się w tym naszym trudnym świecie? Chrystus daje nam najlepszą i największą wskazówkę w dzisiejszej Ewangelii: „Daję wam przykazanie nowe, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali”. „To znaczy - mówi Chrystus - przychodźcie sobie z pomocą, pomagajcie sobie w różnych waszych potrzebach, trudnościach, pocieszajcie się konkretnym czynem i słowem pełnym miłości, zaradzajcie sobie wzajemnie w waszych potrzebach, bólach; czyńcie sobie nawzajem dobro - i uwaga: tak jak Ja wam je czynię”. „Miłujcie się wzajemnie tak, jak Ja was umiłowałem; tak jak Ja was miłuję”. Jest to nowe przykazanie, bo w Starym Testamencie mieliśmy: „Miłuj bliźniego jak siebie samego”. Teraz mamy nowy wzór, bo wiemy, że nasza miłość do siebie samych często kuleje; często nie jest dobra. Dlatego Jezus mówi: „Miłujcie się wzajemnie (i siebie samych) tak, jak Ja was umiłowałem”.

A zatem w tym naszym trudnym świecie pełnym różnych złych doświadczeń, cierpień, mamy przychodzić sobie wzajemnie z pomocą. Pamiętajmy jednak, że pierwszą pomoc, największą pomoc udziela nam sam Jezus Chrystus - bo mówi przecież, że nas miłuje. Dlatego mamy na wzór Chrystusa przychodzić sobie wzajemnie z pomocą, ale też sami przychodzić do Niego i prosić o pomoc (tak jak to czynimy na tej Mszy św.; tak jak to czynili ludzie, którzy 2000 lat temu przychodzili do Jezusa).

5. A jaka jest miłość Boga? Jaka jest miłość Chrystusa, którą daje nam On za wzór? Jest to miłość całkowicie bezwarunkowa (Chrystus przecież umarł za nas jako za grzeszników); zawsze największa, zawsze tak samo mocna, i obejmująca wszystkich ludzi. Przykład takiej miłości dał nam papież Franciszek, który w Wielki Czwartek umył nogi młodocianym przestępcom (nie tylko chrześcijanom). Papież powiedział wtedy, że nie chodzi o to, abyśmy sobie wzajemnie umywali nogi, ale o to, byśmy sobie wzajemnie przychodzili z pomocą (na wzór Chrystusa). Zakończeniem tej homilii niech będą słowa dzisiejszego psalmu:

„Będę Cię sławił, Boże mój i Królu. Pan jest łagodny i miłosierny, nieskory do gniewu i bardzo łaskawy. Pan jest dobry dla wszystkich, a Jego miłosierdzie nad wszystkim, co stworzył. Niech Cię wielbią. Panie, wszystkie Twoje dzieła i niech Cię błogosławią Twoi święci. Niech mówią o chwale Twojego królestwa i niech głoszą Twoją potęgę. Aby synom ludzkim oznajmić Twoją potęgę i wspaniałość chwały Twojego królestwa. Królestwo Twoje królestwem wszystkich wieków, przez wszystkie pokolenia Twoje panowanie.”

Przeczytaj Słowo Boże:

wtorek, 15 stycznia 2013

15.I, WT - władza


WŁADZA

Hbr 2,5-12; Ps 8,2a.5-9; 1 Tes 2,13; Mk 1,21-28

Chrystus mówi: „Jeśli Ja mocą Ducha Bożego wyrzucam złe duchy, to istotnie przyszło do was Królestwo Boże” (Mt 12,28), a także: „Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi” (Mt 28,18). Ojciec bowiem „dał Synowi władzę nad swym dziełem”, „poddał Mu wszystko” – co słyszymy w refrenie dzisiejszego psalmu i w I czytaniu. Stąd Jezus „uczy jak ten, który ma władzę”. Pamiętajmy o tym i bądźmy zawsze blisko Chrystusa, bo od Niego pochodzi wszelkie dobro.

Przeczytaj Słowo Boże: