ZAUFANIE
Jon 1,1-2.11; Ps: Jon 2,3-5.8; J 13,34; Łk 10,25-37
„Pan wyprowadzi życie me z przepaści” – mówi psalmista. „W utrapieniu moim wołałem do Pana, (…) z głębokości Otchłani wzywałem pomocy (…). Gdy gasło we mnie życie, wspomniałem na Pana, a modlitwa moja dotarła do Ciebie”. Bywają takie sytuacje, w których czujemy się bezsilni i daleko od Boga; życie przedstawia się jako beznadziejne; ogarniają nas ciemności i nie możemy znaleźć rozwiązania. Możemy być jednak pewni, że „Pan wyprowadzi życie z przepaści” i nastanie radość.
W podobnej sytuacji był człowiek z przypowieści w dzisiejszej Ewangelii, który „wpadł w ręce zbójców. Ci nie tylko że go obdarli, lecz jeszcze rany mu zadali i zostawiwszy na pół umarłego, odeszli. Przypadkiem przechodził tą drogą pewien kapłan; zobaczył go i minął. Tak samo lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, minął”. Bóg jednak nie opuszcza nikogo w potrzebie. Jezus utożsamia się z Samarytaninem, który gdy zobaczył człowieka w niedoli, „wzruszył się głęboko: podszedł do niego i opatrzył mu rany (…); potem (…) zawiózł do gospody i pielęgnował go. Następnego zaś dnia wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i rzekł: Miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał.” Jakże wielka dobroć i wspaniałomyślność! Choć nie znał tego biednego człowieka, to opatrzył mu rany i pielęgnował go, a gdy nie mógł sam, to poprosił gospodarza, wręczając mu od siebie kwotę równą wynagrodzeniu za dwa całe dni pracy. Co więcej, nie liczył się z pieniędzmi, chcąc pomóc nieznajomemu: „Miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał”. Podobnie Jezus chce opatrywać rany i pielęgnować nas.
Opatrywanie ran i pomoc człowiekowi zawiera w sobie także upominanie go, aby sam nie wyrządzał sobie krzywdy. Tak też Bóg postąpił wobec mieszkańców Niniwy. W tym celu skierował słowa do Jonasza: „Wstań, idź do Niniwy - wielkiego miasta - i upomnij ją”. Jonasz jednak nie chciał iść: „wstał, aby uciec przed Panem do Tarszisz”; nie chciał słuchać Jego głosu, odpowiedzieć na swoje powołanie (może bał się trudów związanych z byciem prorokiem, bo jest się wtedy często odrzucanym). Bóg jednak nie zaniechał swoich zamiarów względem Jonasza. Nic nie jest dla Stwórcy przeszkodą, aby mógł wskazywać człowiekowi właściwą drogę. Wydawałoby się, że Jonasz „uciekł przed Panem”: „znalazł okręt płynący do Tarszisz i wsiadł na niego”. „Ale Pan zesłał na morze gwałtowny wiatr, i powstała wielka burza na morzu, tak że okrętowi groziło rozbicie”. Spójrzmy jednak na wielkie zaufanie i wiarę Jonasza. Podczas gdy żeglarze byli przerażeni, bo widzieli, że mogą zginąć, „Jonasz zszedł w głąb wnętrza okrętu, położył się i twardo zasnął”. Bóg był dla Jonasza nieustannie przyjacielem, z którym (niestety) nie zawsze się zgadzał, ale któremu ufał i w którego wierzył; nie bał się Go. Gdy żeglarze odkryli, iż to Hebrajczyk jest przyczyną burzy na morzu, ten widząc, że nie można wrócić z powrotem na ląd, powiedział im: „Weźcie mnie i rzućcie w morze, a przestaną się burzyć wody przeciw wam, ponieważ wiem, że z mojego powodu tak wielka burza powstała przeciw wam”. „A Pan zesłał wielką rybę, aby połknęła Jonasza. I był Jonasz we wnętrznościach ryby trzy dni i trzy noce. Pan nakazał rybie i wyrzuciła Jonasza na ląd.” Uratował go.
Bóg troszczy się o każdego człowieka i pragnie dla niego dobra. Z wdzięczności powinniśmy „miłować Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem”. Powinniśmy też na Jego wzór kochać się wzajemnie. „Daję wam przykazanie nowe, abyście się wzajemnie miłowali, jak Ja was umiłowałem” – mówi Jezus.
W podobnej sytuacji był człowiek z przypowieści w dzisiejszej Ewangelii, który „wpadł w ręce zbójców. Ci nie tylko że go obdarli, lecz jeszcze rany mu zadali i zostawiwszy na pół umarłego, odeszli. Przypadkiem przechodził tą drogą pewien kapłan; zobaczył go i minął. Tak samo lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, minął”. Bóg jednak nie opuszcza nikogo w potrzebie. Jezus utożsamia się z Samarytaninem, który gdy zobaczył człowieka w niedoli, „wzruszył się głęboko: podszedł do niego i opatrzył mu rany (…); potem (…) zawiózł do gospody i pielęgnował go. Następnego zaś dnia wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i rzekł: Miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał.” Jakże wielka dobroć i wspaniałomyślność! Choć nie znał tego biednego człowieka, to opatrzył mu rany i pielęgnował go, a gdy nie mógł sam, to poprosił gospodarza, wręczając mu od siebie kwotę równą wynagrodzeniu za dwa całe dni pracy. Co więcej, nie liczył się z pieniędzmi, chcąc pomóc nieznajomemu: „Miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał”. Podobnie Jezus chce opatrywać rany i pielęgnować nas.
Opatrywanie ran i pomoc człowiekowi zawiera w sobie także upominanie go, aby sam nie wyrządzał sobie krzywdy. Tak też Bóg postąpił wobec mieszkańców Niniwy. W tym celu skierował słowa do Jonasza: „Wstań, idź do Niniwy - wielkiego miasta - i upomnij ją”. Jonasz jednak nie chciał iść: „wstał, aby uciec przed Panem do Tarszisz”; nie chciał słuchać Jego głosu, odpowiedzieć na swoje powołanie (może bał się trudów związanych z byciem prorokiem, bo jest się wtedy często odrzucanym). Bóg jednak nie zaniechał swoich zamiarów względem Jonasza. Nic nie jest dla Stwórcy przeszkodą, aby mógł wskazywać człowiekowi właściwą drogę. Wydawałoby się, że Jonasz „uciekł przed Panem”: „znalazł okręt płynący do Tarszisz i wsiadł na niego”. „Ale Pan zesłał na morze gwałtowny wiatr, i powstała wielka burza na morzu, tak że okrętowi groziło rozbicie”. Spójrzmy jednak na wielkie zaufanie i wiarę Jonasza. Podczas gdy żeglarze byli przerażeni, bo widzieli, że mogą zginąć, „Jonasz zszedł w głąb wnętrza okrętu, położył się i twardo zasnął”. Bóg był dla Jonasza nieustannie przyjacielem, z którym (niestety) nie zawsze się zgadzał, ale któremu ufał i w którego wierzył; nie bał się Go. Gdy żeglarze odkryli, iż to Hebrajczyk jest przyczyną burzy na morzu, ten widząc, że nie można wrócić z powrotem na ląd, powiedział im: „Weźcie mnie i rzućcie w morze, a przestaną się burzyć wody przeciw wam, ponieważ wiem, że z mojego powodu tak wielka burza powstała przeciw wam”. „A Pan zesłał wielką rybę, aby połknęła Jonasza. I był Jonasz we wnętrznościach ryby trzy dni i trzy noce. Pan nakazał rybie i wyrzuciła Jonasza na ląd.” Uratował go.
Bóg troszczy się o każdego człowieka i pragnie dla niego dobra. Z wdzięczności powinniśmy „miłować Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem”. Powinniśmy też na Jego wzór kochać się wzajemnie. „Daję wam przykazanie nowe, abyście się wzajemnie miłowali, jak Ja was umiłowałem” – mówi Jezus.
Przeczytaj Słowo Boże:
(Jon 1,1-2.11)
Pan skierował do Jonasza, syna Amittaja, te słowa: Wstań, idź do Niniwy - wielkiego miasta - i upomnij ją, albowiem nieprawość jej dotarła przed moje oblicze. A Jonasz wstał, aby uciec do Tarszisz przed Panem. Zszedł do Jafy, znalazł okręt płynący do Tarszisz, uiścił należną opłatę i wsiadł na niego, by udać się nim do Tarszisz, daleko od Pana. Ale Pan zesłał na morze gwałtowny wiatr, i powstała wielka burza na morzu, tak że okrętowi groziło rozbicie. Przerazili się więc żeglarze i każdy wołał do swego bóstwa; rzucili w morze ładunek, który był na okręcie, by uczynić go lżejszym. Jonasz zaś zszedł w głąb wnętrza okrętu, położył się i twardo zasnął. Przystąpił więc do niego dowódca żeglarzy i rzekł mu: Dlaczego ty śpisz? Wstań, wołaj do Boga twego, może wspomni Bóg na nas i nie zginiemy. Mówili też [żeglarze] jeden do drugiego: Chodźcie, rzućmy losy, a dowiemy się, z powodu kogo to właśnie nieszczęście [spadło] na nas. I rzucili losy, a los padł na Jonasza. Rzekli więc do niego: Powiedzże nam, Jaki jest twój zawód? Skąd pochodzisz? Jaki jest twój kraj? Z którego jesteś narodu? A on im odpowiedział: Jestem Hebrajczykiem i czczę Pana, Boga nieba, który stworzył morze i ląd. Wtedy wielki strach zdjął mężów i rzekli do niego: Dlaczego to uczyniłeś? - albowiem wiedzieli mężowie, że on ucieka przed Panem, bo im to powiedział. I zapytali go: Co powinniśmy ci uczynić, aby morze przestało się burzyć dokoła nas? Fale bowiem w dalszym ciągu się podnosiły. Odpowiedział im: Weźcie mnie i rzućcie w morze, a przestaną się burzyć wody przeciw wam, ponieważ wiem, że z mojego powodu tak wielka burza powstała przeciw wam. Ludzie ci starali się, wiosłując, zawrócić ku lądowi, ale nie mogli, bo morze coraz silniej burzyło się przeciw nim. Wołali więc do Pana i mówili: O Panie, prosimy, nie dozwól nam zginąć ze względu na życie tego człowieka i nie obciążaj nas odpowiedzialnością za krew niewinną, albowiem Ty jesteś Pan, jak Ci się podoba, tak czynisz. I wzięli Jonasza, i wrzucili go w morze, a ono przestało się srożyć. Ogarnęła wtedy tych ludzi bojaźń przed Panem. Złożyli Panu ofiarę i uczynili śluby. A Pan zesłał wielką rybę, aby połknęła Jonasza. I był Jonasz we wnętrznościach ryby trzy dni i trzy noce. Pan nakazał rybie i wyrzuciła Jonasza na ląd.
(Jon 2,3-5.8)
REFREN: Pan wyprowadzi życie me z przepaści
W utrapieniu moim wołałem do Pana,
a On mi odpowiedział.
Z głębokości Otchłani wzywałem pomocy,
a usłyszałeś głos mój.
Rzuciłeś mnie na głębię, we wnętrze morza,
i nurt mnie ogarnął.
Wszystkie Twe morskie bałwany i fale Twoje
przeszły nade mną.
Rzekłem do Ciebie:
„Wygnany daleko od oczu Twoich,
jakże choć tyle osiągnę,
by móc wejrzeć na Twój przybytek?
Gdy gasło we mnie życie,
wspomniałem na Pana,
a modlitwa moja dotarła do Ciebie,
do Twego świętego przybytku”.
(J 13,34)
Daję wam przykazanie nowe, abyście się wzajemnie miłowali, jak Ja was umiłowałem.
(Łk 10,25-37)
Oto powstał jakiś uczony w Prawie i wystawiając Go na próbę, zapytał: Nauczycielu, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne? Jezus mu odpowiedział: Co jest napisane w Prawie? Jak czytasz? On rzekł: Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego. Jezus rzekł do niego: Dobrześ odpowiedział. To czyń, a będziesz żył. Lecz on, chcąc się usprawiedliwić, zapytał Jezusa: A kto jest moim bliźnim? Jezus nawiązując do tego, rzekł: Pewien człowiek schodził z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców. Ci nie tylko że go obdarli, lecz jeszcze rany mu zadali i zostawiwszy na pół umarłego, odeszli. Przypadkiem przechodził tą drogą pewien kapłan; zobaczył go i minął. Tak samo lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, minął. Pewien zaś Samarytanin, będąc w podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko: podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go. Następnego zaś dnia wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i rzekł: Miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał. Któryż z tych trzech okazał się, według twego zdania, bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców? On odpowiedział: Ten, który mu okazał miłosierdzie. Jezus mu rzekł: Idź, i ty czyń podobnie!